Zrobiłem niepewny krok za klaczą, która była coraz bliżej wody. Wszystkie mięśnie miałem napięte, gotowy byłem też do ucieczki. Ale tchórzem nie byłem, nie jestem i nie będę. Na mojej sierści zaczął się pojawiać pot. Cały drżałem gdy powooli zbliżałem się do wody. Byłem już bardzo blisko.
- Dasz radę. - dopingowała mnie Anastja, za co byłem jej bardzo wdzięczny. Powoli zaczynałem ufać, że chce dla mnie dobrze. Bałem się wody i mojej reakcji na nią. Nie wiem czego bardziej.
Pierwszy krok w wodę. Połaskotała moje kopyto. Drugi. Trzeci. Dwudziesty. Stałem w wodzie.
- Brawo! - zawołała klacz.
Wtedy zaczęły się problemy. Noga mi się poślizgnęła i upadłem na dno. Woda nalała mi się wszędzie. Nawet do nozdrzy i do pyska. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. W głowie miałem głos mojego ojca i ogromny plusk. A potem ciemność i wodę. A jeszcze później, już na brzegu martwe ciała rodziców. I mnie, umazanego ich krwią.
Młóciłem nogami piasek pod wodą. Bałem się. Okropnie bałem się.
Anastja?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz