Słuchałem uważnie tego, co mówiła mi Anastja. Nie miała ona łatwego życia, a jednak wydawała się niezwykle silna. Uniosłem swoje oczy ku niebu i zobaczyłem, że zaczyna ono robić się lekko pomarańczowe. Zbliżał się zachód. Nie wiedziałem kiedy umknął mi cały dzień.
- Powinniśmy już wracać, te tereny nie są bezpieczne nocą - odparłem lekko niepewnie. Anastja skinęła głową i ruszyliśmy w kierunku jej jaskini. Szliśmy w milczeniu, a po paru minutach poczułem pod moimi kopytami piasek. Plaża wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętałem. Fale delikatnie uderzały o brzeg, a słońce było już do połowy schowane za horyzontem. Podeszliśmy bliżej wody, a Anastja od razu weszła do niej aż po brzuch.
- No chodź - odparła z uśmiechem pokazując głową, że mam wejść w głąb morza.
- Uwierz mi, chciałbym - powiedziałem z westchnieniem - ale nie gwarantuję, że obydwoje ujdziemy z życiem, pamiętaj jaką mocą władam - dodałem z lekkim grymasem.
<Anastja?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz