-Co Ty wyprawiasz?!- wykrzyknęła Smile, gdy tylko je zauważyła.
-Chronię Cię od przymusowego pójścia po pomoc do kogoś piastującego stanowisko medyczne.- oświadczyłem, a widząc, że rozcięcie zasklepia się, rzuciłem obojętnie.- Nie musisz dziękować.
-Dobrze wiesz, że i tak bym tego nie zrobiła.- prychnęła, mimo wszystko patrząc na moje dzieło z uznaniem.
-Owszem.- potwierdziłem z lekkim uśmiechem, a wracając do Twojego pytania, to nauczyłem się tworzyć te ptaki dopiero pod koniec wieku młodzieńczego.
-W takim razie zajęło Ci to dużo czasu.- zauważyła.
-Po prostu dopiero wtedy spotkałem na tyle odważnego konia, aby mnie tego nauczył.- wyjaśniłem.
-Twoi wcześniejsi ,mentorzy byli zbyt lękliwi?- domyśliła się.
-Powiedziałbym, że raczej woleli używać swej mocy do dobrych celów, a te zwierzęta mogą służyć także do walki.
-Nie dziwię się, więc.że był tak wielki i silny...
-Och, to i tak nie był mój największy stwór.- pochwaliłem się mimo woli.
-A co nim było?- zaciekawiła się.
Zamyśliłem się przez dłuższą chwilę, po czym odparłem:
-Wydaje mi się, że smok ciemności, ale nie jestem tego do końca pewny...
-I zapanowałeś nad nim?!- wykrzyknęła wyraźnie zdziwiona.
-Dopiero za dziesiątym razem, ale mój nauczyciel i tak mnie pochwalił.- uśmiechnąłem się do własnych wspomnień.
<Smile?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz