Patrzę jej w oczy a w moim ciele rośnie coraz bardziej pożądanie. Tak bardzo bym chciał bawić się nią, skrzywdzić tą zarozumiałą aczkolwiek najpiękniejszą na świecie klacz. Pokazałbym jej coś czego nie zna. Sprawiłbym, że w jednej chwili czułaby uniesienie ale i ból.
- Midway, lubię takie jak Ty. Mroczne i nieświadome swego piękna. Udające cnotki i niedostępne. Nie odejdę stąd. Dopóki Ty nie pójdziesz ze mną to będę Cię prześladował. Kocham takie wariatki jak Ty. - śmieję się jej w twarz, chcąc się zbliżyć.
Jest małą ćmą, którą ciągnie do ognia. Ale boi się nieco. Ale w końcu wleci do ognia. I spłonie.
Bo to ja jestem ogniem.
Midway?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz