Spojrzałem na klacz z niedowierzaniem. Jej matka...powinna ją kochać. Ale Midway nie chciała jej pewnie nawet widzieć. Zamiast zapomnieć o przeszłości i troszczyć się o Lilith wolała być...kimś innym! To podłe. Nie mogła jej kochać. Nie mogła, bo jej nie chciała. Dobra koniec z przemyśleniami, zostawię je dla siebie.
- A mnie nikt nie oddał. Jestem sierotą, nie miał kto mnie oddać. Chociaż nie wiem, ty masz mimo wszystko lepiej. Przynajmniej znasz swoją mamę, ja nie znałem.
Odpowiedziałem machając jej już na pożegnanie.
- Pa.
- Do jutra!
Usłyszałem.
***
Następnego dnia wypytywałem się o jaskinię jakiejś Firuse. Kilka osób naprowadziło mnie trochę, a ja brnąłem z niemałą niespodzianką do Lilith. Wreszcie znalazłem tą całą jaskinię i niezauważony obudziłem klacz. Otworzyła oczy.
- With Me?
Podniosła się połowicznie.
- No, cześć. Mam coś dla ciebie.
Powiedziałem i wyciągnąłem ją na zewnątrz. Tam, na kłodzie, którą ciągnąłem aż do jaskini, czekały kamienie, które podobno były szlachetne. Miałem ich całą kolekcję, mieszkaliśmy z Black w miejscu, gdzie były kopalnie i mieliśmy skarby na wyciągnięcie ręki. Było jak w zestawie, kilka naszyjników i kilka leżących kamieni osobno.
- Jak ci się podobają? Wszystkie dla ciebie, ja mam takich dużo.
<Lilith? Ha, sorki za niedoczytanie tego o miejscu zamieszkania Lilith XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz