Jedynie z obrzydzenia jakiego doświadczyłam przed chwilą nic nie zrobiłam. Cofnęłam się jeszcze odrobinę. On podążył tuż za mną. Był tak blisko.
Nie mogłam złapać oddechu. Mimo woli cała się trzęsłam.
- Odejdź stąd. Znajdź kogoś innego do tych swoich sztuczek. Nie mnie. Ja znam się na takich jak Ty i nie mam zamiaru tracić na Ciebie czasu. - mówię chłodnym i w miarę spokojnym głosem.
Szczerze mam ochotę mu przyłożyć. Albo zranić nie dotykając go.
Jednak nie mogę. Nie powinnam.
- Czegoś nie zrozumiałeś? Odejdź stąd. Po prostu odejdź. - podniosłam nieco głos a oczy błysnęły gniewnie.
Awans?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz