Popatrzyłam ze zdenerwowaniem na ogiera. Było to jednak takie przejęcia, nie byłam na niego zła ani nic. Musiałam coś wyjaśnić.
- Porozmawiajmy.
Powiedziałam i oddaliliśmy się nieco od jaskini.
- Słuchaj. Medycy są prawie pewni, że mam nowotwór. Tylko zrobili te głupie badania, abym miała jeszcze nadzieję na zdrowe życie.
Wyjaśniłam. Hagar patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Ale...jak to? Przecież ty jesteś taka silna, wyglądasz na całkiem zdrową! Nie, nie jesteś chora. Nie możesz być. Mają na to jakieś leki, czy coś? Może jakaś roślina.
Kucyk był przerażony. I to bardzo.
- Ciszej. Nie lamentuj. Nie ma żadnych roślin, żadnych leków. Jest tylko szczęście, które pewnie już nie odwróci się do mnie. Wyglądam na silną, bo jestem pod działaniem uzdrowienia. Pewna klacz ma moce uzdrawiania, ale nie będą działały wiecznie. Jeśli będzie mnie uzdrawiać, to mogę przeżyć jeszcze z cztery lata. Jest mała szansa, że wyzdrowieję, ale zawsze jakaś jest...
<Hagar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz