Spłoszone stado saren zatrzymało się na wielkim polu między polną drogą a borem.
Uniosłem głowę odrywając się na chwile od poszukiwania czegoś ciekawszego niż tylko trawa. Sarny zaczynały jedna po drugiej strzyc uszami, dwie z nich próbowały skubnąć trawy, lecz po chwili całą grupa czmychnęła w las.
Parsknąłem, pokręciłem głową, lecz zanim ją opuściłem usłyszałem tętent kopyt, a po chwili w miejscu, gdzie przed chwilą stały sarny znalazła się gniada klacz.
Dyszała ciężko i rozglądała się po okolicy.
Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc podszedłem do niej a będąc w odległości paru kroków.
- Wybacz mi, jeśli przeszkadzam, ale jeśli dobrze widzę kogoś szukasz. Może mógłbym służyć pomocą? - spytałem.
< Twyla, dokończysz? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz