Zerwał się północny wiatr. Drzewa zafalowały, jakby tańczyły z tym ogromnym podmuchem powietrza. Jednak ja nie myślałem o tym, co dzieje się wokół mnie, mój umysł skoncentrowany był na czymś o wiele ważniejszym. W myślach starałem wymyślić coś sensownego, jakąś wypowiedź. Po chwili objąłem klacz błogim wzrokiem i powiedziałem na jednym wydechu:
- Lilith, ty chyba żartujesz... Jak ja mógłbym to wszystko robiąc cię nie kochać? Jesteś w moim życiu wyjątkowa. Kocham cię i nadal żałuję, że cię opuściłem.
Nastała chwila ciszy. Dłużyła się ona jednak niezmiernie. Lilith wbiła wzrok w ziemię chyba zamyślając się i podnosząc głowę co jakiś czas. Jednak co wydawało mi się, że klacz chce coś powiedzieć, ta znów wbijała wzrok w zszarzałą trawę. Niewielka polanka w środku boru nieopodal Leśnych Wydm zszarzała nagle. Zrobiło się ciemno. Od Wydm dzieliło nasz kilkanaście kroków galopu. Lilith zerwała się w galop. Zdezorientowany podbiegłem za klaczą.
- Co się dzieje?
Spytałem.
- Ludzie... - syknęła klacz łypiąc na mnie białkami. Obejrzałem się w tył i nagle dostałem strzałą w nogę. Strzała dosłownie przeszyła moją nogę, objął ją całkowity paraliż. Strach i ból nie dawały za wygraną. Biegłem wlekąc jedną nogę, starałem się nie tracić oddechu. Myślałem tylko o tym, żeby przetrwać ten wyścig. Kilkakrotnie wyprzedziłem Lilith, docierając już do Leśnych Wydm. Usłyszałem głos klaczy. Z tego co zrozumiałem, ludzie zrezygnowali z pogoni. Ujrzałem pierwszą z wydm. Padłem na piasek wycieńczony i sparaliżowany strachem i bólem. Powieki zaczynały mi drgać i ciężko opadać. Szybkim ruchem zębów odłamałem kawałek strzały z jednej strony. Chciałem wyciągnąć ją z drugiej strony lecz nie miałem już tyle siły. Strzała ominęła kość, ale poważnie uszkodziła mięsień. Zacząłem krwawić. Spojrzałem bezradnie na Lilith i straciłem przytomność.
***
Obudził mnie nagły ból. Wydarłem się na całą...jaskinię? Tak, teraz byłem w jaskini. Ciepłej, rozświetlonej ogniem. Obok mnie nachyliła się drobna klacz. Trzymała w pysku drugi kawałek strzały. Krew sączyła mi się z rany dość mocno, zawinąłem wokół kończyny wielki liść surmii. Po momencie odpoczynku próbowałem wstać. Postawiłem dwie przednie nogi, lewą tylną i zachwiałem się lekko na ranną tylną prawą. Popatrzyłem na Lilith wzrokiem pełnym wdzięczności.
- Dziękuję Ci, Lilith. - powiedziałem słabo i udałem się w stronę jaskini medyków.
<Lilith?>
środa, 31 sierpnia 2016
wtorek, 30 sierpnia 2016
Od Ryuu - Cd. Falki
Patrzyłem się w rozgwieżdżone niebo. Czułem się jakby gwiazdy mówiły coś do mnie, ale jakby językiem niemym. Językiem, którego nie dane byłoby mi zrozumieć.
Po chwili tuż obok mojego ucha pojawił się Marlo i cicho wyszeptał:
- Gwiazdy cieszą się ze wspólnego spotkania. I ze wspólnej rozmowy.
Jak zwykle do końca go nie rozumiałem ale w sumie lubiłem tą jego tajemniczość. Czy nie za to go właśnie lubiłem? Choć na pewno nie tylko za to.
- Gdyby tylko mówiły tym językiem co ja... - powiedziałem ze smutkiem - Chciałbym rozumieć ich mowę. Pewnie dużo wiedzą o świecie. - dodałem z zazdrością. Tak bardzo chciałbym posiąść wiedzę, którą one zapewne mają.
- Wiedzą tyle, co nic i tyle co wszystko. - odparł niezrozumiale mój przewodnik - Świat to rozległy temat. W niektórych kwestiach wiedzą wszystko, w innych zaś nic. - starał się wytłumaczyć.
Gwiazdy...odlegli nauczyciele. Niemi. Ale patrząc w gwiazdy zaczynam rozumieć co miał Marlo na myśli, mówiąc o wspólnej rozmowie. One przekazują mi wiele, ale tego jeszcze nie jestem świadom.
Kiedyś zrozumiem. Ale nigdy nie będę wiedział wszystkiego. Nikt tego nie wie.
- Masz rację. - mówię choć Marlo już zniknął. Zamiast tego odezwała się siwa klacz, która wciąż leżała nieopodal, również wpatrując się w gwiazdy. Teraz jednak obserwowała mnie ponieważ moje ostatnie słowa były słyszalne także dla niej.
- Mówiłeś coś? - spytała spokojnym głosem. Choć nie widziałem wyrazu jej pyska byłem wręcz pewien, że się uśmiecha. Niepokoił mnie ten uśmiech u niej. Ale może jest po prostu radosną osobą? Przecież ja się nie znam na innych. Może to normalne. Może jest po prostu miła.
- I tak, i nie. - odpowiadam równie niejasno jak ma w zwyczaju mój przewodnik. Powinienem się chyba poprawić i właśnie tak zamierzałem zrobić. Tylko szukałem słów. Jak jej odpowiedzieć?
- Tak, ale nie do Ciebie. - to zupełnie nie polepszało mojej sytuacji; oprócz nas nie było tu żadnego innego konia. Mimo wszystko byłem ciekaw jej reakcji więc powiedziałem tak a nie inaczej, jakby w eksperymencie.
Falka?
Od Lilith - Cd. With Me
W sumie mimo tego, że mnie irytował, delikatne granie na jego nerwach mnie bawiło. Ale jednocześnie było mi go żal i chciałam go przytulić. Z trzeciej strony byłam nieufna i wolałam się trzymać od wszystkich z daleka.
Jedna klacz, trzy twarze. W jak wariatka, K jak kochającą i N jak nieufna.
Po chwili usłyszałam kroki za sobą i syknęłam, nawet nie patrząc za siebie:
- Spadaj!
W zaśmiała się głośnym śmiechem, K zaczęła płakać, myśląc o tym czy poczuł się zraniony a N przygladala się wszystkiemu z ogromną nieufnością. Szkoda, że cała scenka rozegrała się w środku mnie. Wychodzi na to, że mam roztrojenie jaźni. Rozwarstwienie osobowości.
- Ty się zupełnie nie dajesz oswoić. - powiedział z wyrzutem With Me - Czy Ty w ogóle tego chcesz?
- A Ty? - odwracam pytanie - Czy Ty w ogóle mnie kochasz i chcesz w to brnąć? - pytam, odwracając się do niego i lustrując go spojrzeniem
With Me?
Jedna klacz, trzy twarze. W jak wariatka, K jak kochającą i N jak nieufna.
Po chwili usłyszałam kroki za sobą i syknęłam, nawet nie patrząc za siebie:
- Spadaj!
W zaśmiała się głośnym śmiechem, K zaczęła płakać, myśląc o tym czy poczuł się zraniony a N przygladala się wszystkiemu z ogromną nieufnością. Szkoda, że cała scenka rozegrała się w środku mnie. Wychodzi na to, że mam roztrojenie jaźni. Rozwarstwienie osobowości.
- Ty się zupełnie nie dajesz oswoić. - powiedział z wyrzutem With Me - Czy Ty w ogóle tego chcesz?
- A Ty? - odwracam pytanie - Czy Ty w ogóle mnie kochasz i chcesz w to brnąć? - pytam, odwracając się do niego i lustrując go spojrzeniem
With Me?
Od Lilith - Cd. Tommena
Zatrzymuję się. Czy on naprawdę chce mnie odprowadzić? Przecież niedawno co chciałam go zabić...Choć teraz już nie chcę. Nie jest naiwny, więc tu nie chodzi o to. Więc o co? Zaintrygował mnie Tommen i powód dla którego nie dał mi tak po prostu odejść.
- Czemu? - pytam niestety nerwowym głosem, nie starając się go podeprzeć stanowczością. Odpowiedziałam tak typowo, bez dłuższego zastanawiania się. Nietypowe dla mnie.
Chyba go zbiłam z tropu. Spokojnie, mam czas.
- Tak po prostu. - powiedział w końcu. Cóż, nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, ale przynajmniej coś powiedział.
Pokiwałam w zamyśleniu głową i po chwili odpowiedziałam:
- Jeśli chcesz.
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc ruszyłam przed siebie. Po chwili usłyszałam za sobą niepewne kroki. Czyli jednak się zdecydował.
Unoszę głowę i patrzę na niebo, już ciemne. Ciekawe, czy dzisiaj na niebie będą gwiazdy. Uwielbiam na nie patrzeć. Gwiazdy to jak niespełnione marzenia - odrzucasz je, są za daleko ale co noc sobie o nich przypominasz. Gwiazdy są też jak przyjaciele, którzy nas opuścili. Takie odległe i piękne...
Po chwili przenoszę wzrok na ogiera, który już dogonił mnie i zrównał się ze mną. I zadaję pytanie, które ciągle krąży mi w głowie:
- Dlaczego chciałeś mnie odprowadzić?
Tommen?
- Czemu? - pytam niestety nerwowym głosem, nie starając się go podeprzeć stanowczością. Odpowiedziałam tak typowo, bez dłuższego zastanawiania się. Nietypowe dla mnie.
Chyba go zbiłam z tropu. Spokojnie, mam czas.
- Tak po prostu. - powiedział w końcu. Cóż, nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, ale przynajmniej coś powiedział.
Pokiwałam w zamyśleniu głową i po chwili odpowiedziałam:
- Jeśli chcesz.
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc ruszyłam przed siebie. Po chwili usłyszałam za sobą niepewne kroki. Czyli jednak się zdecydował.
Unoszę głowę i patrzę na niebo, już ciemne. Ciekawe, czy dzisiaj na niebie będą gwiazdy. Uwielbiam na nie patrzeć. Gwiazdy to jak niespełnione marzenia - odrzucasz je, są za daleko ale co noc sobie o nich przypominasz. Gwiazdy są też jak przyjaciele, którzy nas opuścili. Takie odległe i piękne...
Po chwili przenoszę wzrok na ogiera, który już dogonił mnie i zrównał się ze mną. I zadaję pytanie, które ciągle krąży mi w głowie:
- Dlaczego chciałeś mnie odprowadzić?
Tommen?
Od Midway - Cd. Contesima
Wychodziło na to, że i ja i on nie mieliśmy nikogo a powstrzymywał nas ten sam strach - przed odrzuceniem. Może był jednak trochę inny, ale tak można było to nazwać.
- Cierpimy więc na tą samą chorobę. - mówię z delikatnym uśmiechem - Ale gwarantuję Ci, jesteś w lepszej sytuacji. Szybciej znajdziesz kogoś. - dodaję z pewnością.
Musiało go to trochę zdziwić, a lubiłam go zadziwiać.
- Niby czemu? - spytał, unosząc głowę i przyglądając mi się ze zdziwieniem. Udało się.
- Jestem dość nieprzyjemna na początku. Sam pamiętasz. I ciągle się boję, chociaż coraz mniej ogierow. - dziwnie tak przyznawać się przy ogierze, ale to nie byle jaki ogier. To Contesimo - mój przyjaciel.
-Poza tym ogiery mają łatwiej. - kończę mój wywód po dłuższej chwili milczenia.
Contesimo?
- Cierpimy więc na tą samą chorobę. - mówię z delikatnym uśmiechem - Ale gwarantuję Ci, jesteś w lepszej sytuacji. Szybciej znajdziesz kogoś. - dodaję z pewnością.
Musiało go to trochę zdziwić, a lubiłam go zadziwiać.
- Niby czemu? - spytał, unosząc głowę i przyglądając mi się ze zdziwieniem. Udało się.
- Jestem dość nieprzyjemna na początku. Sam pamiętasz. I ciągle się boję, chociaż coraz mniej ogierow. - dziwnie tak przyznawać się przy ogierze, ale to nie byle jaki ogier. To Contesimo - mój przyjaciel.
-Poza tym ogiery mają łatwiej. - kończę mój wywód po dłuższej chwili milczenia.
Contesimo?
Od Tommen'a cd. Lilith
Przyglądałem się klaczy z udawaną powagą na pysku. Tak naprawdę bardzo zaskoczyło mnie to, co powiedziała przed chwilą. Nie była tą samą klaczą, którą zobaczyłem za pierwszym razem. Właściwie nie zostało z niej kompletnie nic.
Zacząłem się zastanawiać jaka ona jest naprawdę. Każdy z nas przybiera w swoim życiu wiele masek. Niektórzy wolą ukrywać swoje uczucia, inni zaś obnosić się z nimi jak tylko możliwe. Byłem ciekaw jaką maskę przybiera kara klacz stojąca dosłownie metr przede mną.
- Żyję, staram się, jednak jest to znacznie trudniejsze od tego, co mówili mi rodzice - prycham po czym kieruję swój wzrok w stronę klaczy - w każdym razie, dziękuję za radę... - przerywam na chwilę, ponieważ uświadamiam sobie, że nie znam jej imienia - Jak brzmi Twoje imię? - pytam nagle, bez jakiegokolwiek zastanowienia. Klacz patrzy na mnie z lekkim zaskoczeniem, po czym unosi głowę, jakby chciała się zaprezentować z jak najlepszej strony. Tak wygląda znacznie lepiej. Jest bardzo postawna, a jej grzywa lekko powiewa na chłodnym wietrze. Unoszę głowę ku górze. Niebo zaczyna przybierać szarawy kolor. Nie wiem ile czasu spędziłem tutaj, jednak noc powoli zaczyna wkradać się do naszego świata.
- Lilith - przerywa mi cichy głos, jakby westchnięcie. Kieruje swój wzrok w przód i napotykam równie zmieszane spojrzenie.
- Lilith - bardziej stwierdzam niż pytam. Klacz lekko uchyla głowę w geście potwierdzenia.
- Tommen - rzucam w formie wymiany. Obydwoje wpatrujemy się w siebie i przyswajając wszystko, co do tej pory miało miejsce. Z całą pewnością jest ona jedną z najciekawszych klaczy jaką miałem okazję poznać. Moje myśli plączą się w mojej głowie niczym nici, a ja sam nie wiem co mam robić. Nie jest mi to dobrze znana sytuacja.
- Ściemnia się - stwierdza Lilith unosząc głowę ku niebu, które w tym momencie ma już odcień granatu.
- Powinnaś wracać, noc nie jest bezpieczna dla istot takich jak my - mówię spokojnie nie spuszczając wzroku z nocnego nieba - Chociaż o twojej osobie mógłbym spekulować - dodaję z nieco stłumionym uśmiechem.
- Dobranoc Tommen - odpowiada tylko, po czym odwraca się i zaczyna znikać pomiędzy drzewami. Wpatruję się w miejsce, gdzie przed chwilą stała. Dlaczego to wszystko nie daje mi spokoju?
- Poczekaj - wołam, gdy dostrzegam ciemną sylwetkę. - Mogę Cię odprowadzić? - pytam niepewnie, ponieważ sam do końca nie wiem, co robię.
<Lilith?>
Zacząłem się zastanawiać jaka ona jest naprawdę. Każdy z nas przybiera w swoim życiu wiele masek. Niektórzy wolą ukrywać swoje uczucia, inni zaś obnosić się z nimi jak tylko możliwe. Byłem ciekaw jaką maskę przybiera kara klacz stojąca dosłownie metr przede mną.
- Żyję, staram się, jednak jest to znacznie trudniejsze od tego, co mówili mi rodzice - prycham po czym kieruję swój wzrok w stronę klaczy - w każdym razie, dziękuję za radę... - przerywam na chwilę, ponieważ uświadamiam sobie, że nie znam jej imienia - Jak brzmi Twoje imię? - pytam nagle, bez jakiegokolwiek zastanowienia. Klacz patrzy na mnie z lekkim zaskoczeniem, po czym unosi głowę, jakby chciała się zaprezentować z jak najlepszej strony. Tak wygląda znacznie lepiej. Jest bardzo postawna, a jej grzywa lekko powiewa na chłodnym wietrze. Unoszę głowę ku górze. Niebo zaczyna przybierać szarawy kolor. Nie wiem ile czasu spędziłem tutaj, jednak noc powoli zaczyna wkradać się do naszego świata.
- Lilith - przerywa mi cichy głos, jakby westchnięcie. Kieruje swój wzrok w przód i napotykam równie zmieszane spojrzenie.
- Lilith - bardziej stwierdzam niż pytam. Klacz lekko uchyla głowę w geście potwierdzenia.
- Tommen - rzucam w formie wymiany. Obydwoje wpatrujemy się w siebie i przyswajając wszystko, co do tej pory miało miejsce. Z całą pewnością jest ona jedną z najciekawszych klaczy jaką miałem okazję poznać. Moje myśli plączą się w mojej głowie niczym nici, a ja sam nie wiem co mam robić. Nie jest mi to dobrze znana sytuacja.
- Ściemnia się - stwierdza Lilith unosząc głowę ku niebu, które w tym momencie ma już odcień granatu.
- Powinnaś wracać, noc nie jest bezpieczna dla istot takich jak my - mówię spokojnie nie spuszczając wzroku z nocnego nieba - Chociaż o twojej osobie mógłbym spekulować - dodaję z nieco stłumionym uśmiechem.
- Dobranoc Tommen - odpowiada tylko, po czym odwraca się i zaczyna znikać pomiędzy drzewami. Wpatruję się w miejsce, gdzie przed chwilą stała. Dlaczego to wszystko nie daje mi spokoju?
- Poczekaj - wołam, gdy dostrzegam ciemną sylwetkę. - Mogę Cię odprowadzić? - pytam niepewnie, ponieważ sam do końca nie wiem, co robię.
<Lilith?>
Od With Me CD Lilith
Nie, to nie była Lilith z dawnych czasów. Oswoić ją...teraz to niemal niemożliwe. Przecież ona nie ufa już nikomu. Nie mogę jednak dać jej czasu, stanie się aspołeczna, wtedy nie będzie myśleć o znajomych, co dopiero miłość... Jeżeli zależy mi na niej, muszę szybko zadziałać. Zrobić coś całkiem sprzecznego z jej naturą. Popatrzyłem na Lilith. Poważna, ponura panienka. Więc jedyne co zrobiłem to uśmiechnąłem się i odpowiedziałem:
- Zależy czy chcesz być oswojoną. - tu nastała kolejna chwila ciszy.
- Nie muszę chcieć. - syknęła z irytacją w głosie Lilith.
- Owszem, nie musisz, ale ja nie chcę tylko cię 'oswoić', to też musisz wziąć pod uwagę. - tutaj koślawy uśmiech przebiegł przez pyszczek klaczy, jednak zdołała się opanować emocje.
- Pogadamy jak mnie oswoisz. - mruknęła tylko, przewróciła oczyma i odwróciła się zmierzając w inną stronę. - O ile to zrobisz. - Miałem bardzo pozytywne podejście co do jej oswajania. Z mojego pyska nie schodził pełny uśmiech, pogalopowałem za odchodzącą klaczą.
- Chcę chwili spokoju, zrozum. - powiedziała z wyrzutem w moją stronę.
- Ale chciałem jeszcze się pożegnać. - przybliżyłem do niej głowę i już miałem ją przytulić.
- Nie.
- Ja cię tu oswajam. - Spojrzała na mnie wrogo - Ale jak nie chcesz to nie zmuszam.
Odszedłem kilka kroków w tył. Nagle zacząłem podążać wzrokiem za Lilith.
- CO ZNOWU? - warknęła
- Ładna grzywa, a ta róża jest niemal boska. - Lilith zrzuciła ją z grzywy, po chwili mojej nieuwagi ostrożnie ją podniosła.
- Wiesz co? Dziękuję, że mi zerwałeś tego kwiatka i wsadziłeś w grzywę, ale na prawdę, irytujesz mnie. - Wypaliła ze wściekłością.
- Nie denerwuj się kochanie, do jutra. - Odpowiedziałem.
- Nie tak szybko z tym 'kochanie'!
- Miałaś się nie denerwować.
- Ech... - westchnęła klacz i odbiegła w swoją stronę.
<Lilith?>
- Zależy czy chcesz być oswojoną. - tu nastała kolejna chwila ciszy.
- Nie muszę chcieć. - syknęła z irytacją w głosie Lilith.
- Owszem, nie musisz, ale ja nie chcę tylko cię 'oswoić', to też musisz wziąć pod uwagę. - tutaj koślawy uśmiech przebiegł przez pyszczek klaczy, jednak zdołała się opanować emocje.
- Pogadamy jak mnie oswoisz. - mruknęła tylko, przewróciła oczyma i odwróciła się zmierzając w inną stronę. - O ile to zrobisz. - Miałem bardzo pozytywne podejście co do jej oswajania. Z mojego pyska nie schodził pełny uśmiech, pogalopowałem za odchodzącą klaczą.
- Chcę chwili spokoju, zrozum. - powiedziała z wyrzutem w moją stronę.
- Ale chciałem jeszcze się pożegnać. - przybliżyłem do niej głowę i już miałem ją przytulić.
- Nie.
- Ja cię tu oswajam. - Spojrzała na mnie wrogo - Ale jak nie chcesz to nie zmuszam.
Odszedłem kilka kroków w tył. Nagle zacząłem podążać wzrokiem za Lilith.
- CO ZNOWU? - warknęła
- Ładna grzywa, a ta róża jest niemal boska. - Lilith zrzuciła ją z grzywy, po chwili mojej nieuwagi ostrożnie ją podniosła.
- Wiesz co? Dziękuję, że mi zerwałeś tego kwiatka i wsadziłeś w grzywę, ale na prawdę, irytujesz mnie. - Wypaliła ze wściekłością.
- Nie denerwuj się kochanie, do jutra. - Odpowiedziałem.
- Nie tak szybko z tym 'kochanie'!
- Miałaś się nie denerwować.
- Ech... - westchnęła klacz i odbiegła w swoją stronę.
<Lilith?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)