sobota, 5 listopada 2016

Od Cloud'a von Meteorite'a- c.d. Szakiry

-Jesteś tu nowa prawda?- zagadnąłem.- Nigdy wcześniej Cię nie zauważyłem.
-Faktycznie, niedawno dołączyłam.- przyznała.
-W takim razie pewnie nie zdążyłaś jeszcze obejść wszystkich terenów. Jeśli chcesz mogę Cię trochę po nich oprowadzić.- zaproponowałem.
-Jeśli nie jesteś zbyt zajęty, chętnie skorzystam.
-W tej chwili mam bardzo mało obowiązków, ponieważ żadna wojna raczej się nie zapowiada, więc nie mam kogo szpiegować.
-Jesteś, więc szpiegiem?
-Owszem, a Ty jakie stanowisko piastujesz?
-Wypatrującej.- odparła z nutką dumy.
-Pewnie nie jest Ci, więc obce poczucie samotności...- bardziej stwierdziłem niż zapytałem.
-Zdążyłam się już przyzwyczaić.- odrzekła i zaindagowała.- Masz tu jakąś rodzinę?
-Owszem: siostrę Alestrię, szwagra Mystica, siostrzenice Vendelę, jej męża Odium i Gis, biologicznego  siostrzeńca Fedona i przybranego Last Breath'a.
-Zazdroszczę Ci. Ja wszystkich pozostawiłam poza granicami tego stada, ale jestem z tego powodu szczęśliwa.
-Twoi najbliżsi musieli Cię rzeczywiście źle traktować, skoro tak mówisz.

<Szakira?>

Od Donatella Cd. Avatari

Cieszyłem się że klacz odzyskuje powoli siły. W dodatku wyglądała na coraz bardziej rozluźnioną w nowym stadzie. Gdy wczoraj ją odprowadziłem do jaskini i zmieniłem jej opatrunki i zobaczyłem tak szybko odpłynęła, zdałem sobie sprawę że jej rany muszą obejrzeć mimo wszystko specjaliści. Co prawda ja sam byłem uczony medycyny lecz nigdy żeby móc w razie czego opatrzyć sobie rany, lecz nigdy mnie to nie kręciło i niezbyt przykładałem do tego uwagę tak, jak do walki. Mimo wszystko ja byłem uczony, można tak powiedzieć że samych podstaw, lecz nigdy nie byłem tak uczony jak medycy i nie miałem tak rozległej wiedzy co do ran czy też innych obrażeń jak oni.
Zawsze miałem dużo szacunku do medyków czy zielarzy, ponieważ znanie każdej rośliny czy wyleczenie tak poważnych ran, jakie niektórzy odnosili były tak poważne że sami na pewno by zginęli. Jednak medycy zawsze potrafili ich odratować. Zadawanie ran jest bardzo łatwe w porównaniu do leczenia ran, dlatego tak szanowałem medyków i zielarzy.
Gdy w końcu medyczka i zielarka wyszły, zostawiając nas samych, spojrzałem na Avatari z ciepłym uśmiechem. Przyznam się że stała się dla mnie w pewien sposób rodziną, gdyż jeszcze niedawno wędrowałem sam a teraz można tak powiedzieć, że zbliżyliśmy się do siebie, poprzez wyznanie swoich przerażających wspomnień... Ufaliśmy sobie wzajemnie mimo tak krótkiej znajomości.
- I jak się czujesz? - spytałem.
- Lepiej, ale gdy sobie myślę ze muszę wypić to świństwo, to aż mi się nie chce na to patrzeć - przyznała.
- Cóż! Lekarstwa nigdy nie są dobre, lecz o tyle dobrze że pomagają! Pomyśl sobie, że one pomogą Ci szybciej wrócić do zdrowia. - powiedziałem i położyłem się obok niej.
- Masz rację... ale i tak mi się ne chce - powiedziała żartobliwie.
- Nie jest Ci zimno? - spytałem troskliwie.
- Jak na razie nie... Co dziś porabiałeś, prócz zwoływania wszystkich do mnie? - spytała.
- W sumie to nic ciekawego! Jadłem trawę i się leniłem. Mogłem pozwiedzać tereny co prawda, ale obiecałem Ci że będziemy zwiedzać razem, więc miałem cały dzień leniuchowania.
- Taki z Ciebie obibok? - spytała.
- A no widzisz! Jednak jestem czasami - dodałem rozbawiony. - Ale zanim się troszke poleniłem, to jeszcze spotkałem swoja siostrę i zaprowadziła mnie w pewne piękne miejsce, które Ci pokażę jak wyzdrowiejesz! - dodałem tajemniczo.

< Avatari? >

Od Sakury - CD H. Castelana

Kiedy ocknęłam się z tego ogromnego zauroczenia polaną. Rozmowa zeszła na inny tor mianowicie znalezienie sobie jaskini. Castelan był uprzejmy i dał mi kilka wskazówek. Jednej nie pojmowałam "Dusza Ci podpowie" Ale postanowiłam mu zaufać. Nie wiem co dusza może mieć wspólnego z jaskinią ale no dobrze.
- Skoro ja dałem radę, to jestem pewien, że ty także. Mnie udało się znaleźć bardzo przyjemne miejsce pod lasem między Skalnym Jeziorem i Jeziorem Roku, z tego co pamiętam jest jeszcze parę pustych grot koło Doliny Rozmów czy Jesiennej Ścieżki, ale nie nakłaniam - powinnaś sama znaleźć odpowiednie miejsce. Masz już jakiś pomysł?
Patrzyłam na niego po czym po chwili usiłowałam sobie przypomnieć trasę która przebyliśmy. Zamknęłam oczy i "przeszłam" ja jeszcze raz w swojej głowie.
-Już wiem !!
-Hmmm
-Chodź ! -ruszyłam galopem a ogier za mną
-Dokąd tak pędzisz ?
-Nie ma lepszego miejsca dla mnie ..
Po chwili byliśmy na Rajskiej Plaży i tak jak się spodziewałam był tam wielki klif a w nim skalne szczeliny jedna była na tyle duża ze dało się tam wejść a po kilku krokach wąskiego korytarza ukazała się wielka przestrzeń. Wyglądało jak jeden wielki pokój idealny dla mnie.
-Mówiłem,ze dusza Ci podpowie
-Miałeś rację ..
Chwila dokładnego zwiedzania nowej jaskini po czym poszliśmy nad brzeg morza. Wiał wiatr i fale były ogromne ale miło patrzyło się na zachód słońca

<Castelan>

Od Avatari - CD H. Donatello

Kiedy Donatello obiecał mi,że nawet gdy dotrzemy do celu nie zostawi mnie. Poczułam ogromna ulgę,szliśmy tam gdzie rozległ się tupot kopyt.
Trafiliśmy na trzy ogiery. Nie będę owijała w bawełnę bałam się bardzo.
Donatello wiedział o tym doskonale jednak przy jego boku czułam się bezpiecznie. Nie traciliśmy czujności nawet na chwilę. Mimo strachu starłam się aby obce konie nie wyczuły go ode mnie na kilometr. Gdy moje oczu spostrzegły polanę a na niej tyle koni poczułam strach i ulgę. Oznaczało to dla mnie wiele. Donatello nie zdawał sobie sprawy z czym będzie szlo mi się zmierzyć. Kasztanowa klacz przyjęła nas a potem poszła zająć się swoimi sprawami. Miałam okazję poznać siostrę Donatello,wydawała się sympatyczna. Cieszyło mnie jego szczęście. Mimo,ze chciałam poznać tereny mój stan mi nie pozwalał na to. Jednym plusem było to,ze Donatello mieszkał niedaleko. Cały czas zdawałam sobie sprawę,ze poświecą mi sporo czasu. Przełknęłam ślinę ma jego kolejne słowa czy zwiedzamy czy idziemy do jaskini.
-Don .. ja poszłabym do siebie jeśli chcesz to idź pozwiedzać tereny
-Nie .. pójdę z tobą
-Nie musisz ..
-Nawet nie waż się mówić,ze jesteś ciężarem bo uprzedzam nie nie jesteś
Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił uśmiech. Odprowadził mnie do jaskini rozpalił ognisko i zmienił opatrunki. Byłam zmęczona i nie wiem kiedy film mi się urwał. Spałam bardzo twardo i długo musiałam się zregenerować. Ledwo zdążyłam otworzyć oczy a po mojej jaskini krzątała się jakaś obca klacz.
-Kim ty jesteś .. -spytałam
-Jestem Agrikola medyczka twój przyjaciel poprosił mnie abym Cię dokładnie obejrzała. Po chwili weszła do mojej jaskini drobniutka klacz to raczej kucyk.
-Przepraszam za spóźnienie ale na takich krótkich nóżkach to ciężko .. achh jestem Kazura zielarka ..
-Niech zgadnę przysłał Cię Donatello
-Taki wielki czarny Ogier .. szkoda czasu powiedz lepiej jak się czujesz-pytała Kazura
-Szczerze bolą mnie okolice ran ..
-A płuca oddycha pani swobodnie serce nie kłuje ?-spytała się medyczka
-Nie ..
Poczułam zimno przy ranach prawdopodobnie to lód .. potem czułam pieczenie a potem zasypała mi rany jakimś specjalnym proszkiem.
Natomiast Kazura zrobiła mi kilka ziołowych naparów
-To na stawy,to na usuniecie trucizny,to na serce,to przeciwbólowe,to na wzmocnienie organizmu
Do jaskini wszedł Donatello i od razu rozległ się jego głos
-I co z nią ?
-Nie martw się nie ma zakażenie opuchlizny wszędzie prawie zeszły. Na wieczór poprzykładać lód na poobijane i spuchnięte miejsca jeszcze 2 dni max i będzie o wiele bardziej sprawna ..-rzekła medyczka
-Dobrze ciesze się -na jego pysku pojawił się szczery uśmiech
Kazura zabrała nagle głos
-Donatello przypilnuj aby wypiła dzisiaj te lekarstwa po trzy łyki każdego rano,w południe i na wieczór powinno jej starczyć na 2 dni takie porcje robiłam wszystko jest poodpisywane
-Dobrze przypilnuje dziękuje
Klacze opuściły jaskinię zostawiając nas samych ..
-Dziękuje .. ja bym nigdy nie poprosiła abyś fatygował innych
-Daj spokój takie są ich obowiązki ..
-Morze .. -popatrzyłam mu w oczy cieszyłam się,że jest przy mnie

<Donatello>

Od Hubertusa - CD H. Seneiry

Klacz przyglądała mi się badawczo,szczerze sam nie wiedziałem co mam teraz zrobić. Spojrzałem na siebie to chyba nie mogło wyglądać aż tak źle.
Z drugiej strony sam fakt,ze film mi się urwał i n9iezyt pamiętam martwił mnie. Nieśmiało spytałem więc.
-Daleko jest do twojej jaskini ?
-Nie kawałek drogi .. pozwolisz sobie pomóc ?
-Sam nie wiem a samo się nie zagoi ?
-Rany na pewno ale,morze jest szansa,ze odzyskasz pamięć jeśli szybko przyjmiesz pomoc i leczenie.
Przełknałem ślinę na samo słowo "zioła" już mi nie dobrze a z drugiej strony mieć dziurę w pamięci. Chyba jeszcze gorzej,bilem się z myślami.
-No cóż wolę chyba odzyskać pamięć ..
-Nie obiecuje ale szanse są duże
-Ryzykuje ..
-W taki razie zapraszam do mnie
Klacz wydawała się bardzo uprzejma i godna zaufania. Podążyłem więc za nią faktycznie nie byliśmy daleko. Po 10 minutach marszu stanąłem przed jej jaskinią.
-Boisz się ?-spytała rozbawiona
-Nie .. ale
-No przestań nie będzie bolało .. .
Wykrzywiłem się lekko po czym wszedłszy za nią sam zapach tych ziół mnie odpychał nie byłem pewny czy dobrze robię zgadzając się na leczenie przez obca klacz.

<Seneira>

piątek, 4 listopada 2016

Od Castelana - CD H. Sakury

- Piękne miejsce, prawda? - spytałem wodząc wzrokiem po okolicy. Cóż mogę powiedzieć - Mysterious Valley nigdy nie przestanie mnie zachwycać!
 Moje słowa najwyraźniej wyrwały Sakurę z zamyślenia, po na moje pytanie odpowiedziała energicznym kiwnięciem głowy.
 - Tak...niesamowite...- westchnęła.
 Pozwoliłem sobie przez chwilę jeszcze nacieszyć się Łąką Pragnień, po czym ponownie zwróciłem się do kasztanki:
- Na dziś to już chyba wszystko. Jeśli masz ochotę, możemy kontynuować spacer jutro. Jesień mimo całego swego piękna ma jedną wadę, której nawet ja nie potrafię zakwestionować: słońce zachodzi zdecydowanie zbyt szybko i spacery widokowe odpadają.
 Sakura uśmiechnęła się tylko.
- Słyszałam, że każdy z koni ma swoją własną jaskinię..
- Tak - odruchowo uśmiechnąłem się na słowa "własną jaskinię" i wspomnienie tego, jak wyglądały moje pierwsze dni w tym stadzie i okupywanie jaskini pewnej klaczy o iście anielskiej cierpliwości - Nasze kwatery są rozsiane po całym terenie, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Nie znasz co prawda wszystkich terenów, ale myślę, że...em...dusza ci podpowie. - wypaliłem.
- Dusza? - Sakura bardzo starała się nie roześmiać z mojej wypowiedzi i miny, która pewnie nie wyglądała zbyt dostojnie. - No dobrze, skoro tak uważasz...
- Skoro ja dałem radę, to jestem pewien, że ty także. Mnie udało się znaleźć bardzo przyjemne miejsce pod lasem między Skalnym Jeziorem i Jeziorem Roku, z tego co pamiętam jest jeszcze parę pustych grot koło Doliny Rozmów czy Jesiennej Ścieżki, ale nie nakłaniam - powinnaś sama znaleźć odpowiednie miejsce. Masz już jakiś pomysł?

< Sakura? >

Od With Me CD Lilith

Spojrzałem na klacz z zadumą. Niezbyt wiedziałem co więcej powiedzieć. Myślałem, że zacznie oskarżać mnie o ponowne zostawienie jej samej. Jednak miała coś z współczującej, dawnej Lilith. Uśmiechnąłem się tylko lekko i mruknąłem, że mnie też to cieszy. Chwilę postaliśmy tak w ciszy. Po jakimś czasie zauważyłem, że wzrok klaczy cały czas skierowany jest na mnie, więc spojrzałem jej w oczy i to już chyba trochę ją speszyło. Wydałem z siebie tylko cichy odgłos przybliżony do 'heh' i odwróciłem się w stronę wyjścia. Usłyszałem za mną kroki i pytanie:
- Gdzie idziesz? - spojrzałem na klacz, jakby nie była sobą - Znaczy...nie że się martwię, ale wiesz, zawsze możesz na przykład...gorzej się poczuć.
Tu wyraźnie speszyła się i wycofała. Uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem:
- Do jaskini. Muszę zobaczyć, czy nic tam nie zamieszkało podczas mojej nie obecności, a poza tym nie chcę już cię zawstydzać.
I bez dłuższego gadania udałem się tam, gdzie mówiłem. Jak się okazało, no trochę robactwa tam było, wreszcie robi się zimno i one też szukają schronienia. Rozpaliłem ogień i większość owadów wykurzyłem z jaskini. Kilka nietoperzy również się tu osiedliło, a więc użyłem swoich mocy, aby dmuchnąć w nie ogniem, na co poparzone odleciały na odległe, wielkie drzewo. Ja sam wreszcie mogłem położyć się i zasnąć w bezpiecznym i przytulnym 'domku'.

***
Nazajutrz poszedłem na polanę, gdzie rosły jabłonie. Zerwałem kilka jabłek, które były już lekko przejrzałe i zmrożone, kiedy nagle usłyszałem za sobą znajomy głos.




<Lilith?>