sobota, 28 listopada 2015

Od Rusałki- CD. Havany

Patrzę na nią podejrzliwie. Wydaje mi się, że to ona jest alfą... Z drugiej strony właśnie prowadzi mnie do alfy. Może jest jej zastępczynią.
Zawsze jestem podejrzliwa.
Widocznie się mylę.
Znowu za dużo myślisz. Wyluzuj wreszcie Rozi - pouczam samą siebie idąc za Havaną.
Przyspieszamy. Biegniemy kłusem. Moja towarzyszka jest bardzo szybka - mam wyraźny problem z dotrzymaniem jej kroku.
Widząc moją zmęczoną minę Havana pyta z uśmiechem:
-Nie za szybko?
Nie chcę wyjść na słabą, bo wtedy wyjdę na słabą i nie zostanę przyjęta do żadnego stada
Jednak zmęczenie bierze górę nad rozsądkiem.
- Trochę. Nie jestem przyzwyczajona. - mówię lekko speszona
Zwalniamy więc do stępa. Pokonujemy znacznie wolniej metry i kilometry tych pięknych terenów.
Nigdy nie widziałam piękniejszych miejsc.
- Daleko jeszcze? - pytam.

 Havana?
U mnie z weną też jakoś krucho ;-;

Od Castelana - CD H. Havany

- Kufa, Havcia, ja rozumiem: jesień, śniegi, deszcze, te sprawy, ale czy te tereny, na litość boską, składają się tylko z bagien i bagien? - lamentowałem dostarczając tym powodu do śmiechu mojej towarzyszce, lecz nie specjalnie mnie to obchodziło. Zaczynałem bowiem podejrzewać, że musiałem niedawno zrobić coś wybitnie złego i teraz niebiosa każą mnie błotem i bagnami na każdym kroku.
 Nie, żebym coś miał do bagien. Wręcz przeciwnie - bardzo je lubię. Skąd więc tak negatywna reakcja? Cóż....powiedźmy, że jedna kąpiel błotna na tydzień w zupełności mi wystarcza.
 ****
 Gdy już w końcu przeprawiliśmy się przez bagno, dotarliśmy do groty usłanej białymi różami.
- Lawendo? - głos Havany był łagodny i pełny szacunku, jakby znała tą klacz nieco bardziej niż mówiła. Cóż, może faktycznie tak było?
- Havana! - z wnętrza jaskini dobiegł nas niezwykle ciepły głos, a po chwili naszym oczom ukazała się sylwetka bułanej klaczy o długiej, jasnej grzywie i bardzo mądrych oczach - Dziecko, nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że cię widzę! Wchodź, wchodź śmiało, zaparzyłam zioła idealne na taką pogodę.
 Czyżby Lawenda była zielarką? Być może, choć to, jak na mnie patrzyła zdradzało, że wiedziała kim jestem.
- A...kim jest twój towarzysz? - hm...może nie wiedziała? Nie, nie, wiedziała na pewno, musiała wiedzieć, więc może tylko się droczyła... wyraźnie widziałem, że wie więcej niż mówi.
 Moja towarzyszka chyba coś odpowiedziała, po czym weszliśmy do jaskini i natychmiast rzuciło mi się w oczy coś, co przypuszczało moją tezę - zioła, które były zaparzone akurat na trzy konie, a przecież Lawenda nie mogła wiedzieć o naszej wizycie.
- Mów, co słychać wśród koni? - to pytanie Lawenda zwróciła do Havci.

< Havanqu? >

Od Havany- CD. Rusałki

Uśmiechnęłam się delikatnie na słowa klaczy. Często konie nie maja pojęcia gdzie się znajdują, ale zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Uniosłam wysoko głowę, odpowiadając:
-Owszem znam tutaj pewne stado. Nazywa się Mysterious Valley. Właśnie znajdujesz się na jego terenach- odpowiedziałam spokojnym głosem.
-Och, może zaprowadziłabyś mnie do alfy?- zapytała kara klacz- Chciałabym dołączyć.
-Oczywiście, nie ma problemu- zachichotałam pod nosem- Tylko to troszkę daleko od tego miejsca... Chodź za mną to dojdziemy szybciej. Znam skrót- odwróciłam się i zniknęłam za drzewami.

Rusałka?
Wybacz za brak wenusa :c


Od Troi - CD H. Martela

 Udało mi się dowiedzieć, że Martel należy do stada zamieszkującego te tereny. Myślałam, że początek rozmowy był trudny, ale jak się okazało chłopak dopiero się rozkręcał. Wyciągnięcie od niego jakichkolwiek informacji wymagało ode mnie wielkiej cierpliwości i refleksu, aby móc wyłapać sensowne słowa wśród bełkotu.
- Podziękuje już za pomoc. Trzymaj się i uważaj na ten dąb - powiedziałam chłodno, lecz moje ostrzeżenie na nic się nie zdało, bo gdy tylko odeszłam usłyszałam, jak pysk Martela przypiernicza o gruby pień drzewa.
 Nie żyje na tym świecie od dziś, ale nigdy wcześniej nie spotkałam konia, który byłby choć trochę podobny do niego. Może uda nam się spotkać gdy mnie przejdą nerwy a on wytrzeźwieje na tyle, aby można było przeprowadzić sensowną rozmowę?
***
 Spacerowałam po lesie otaczającym Jezioro Roku wpatrzona przed siebie. Dziś mija drugi tydzień odkąd jestem w tym stadzie i wciąż bije się z myślami, czy dołączenie tu było dobrym pomysłem. Zostałam przyjęta na stanowisko wojowniczki, lecz cóż mi po tym, skoro na razie jestem tylko "rezerwą" bo trwa pokój?
 Gdzieś z tyłu rozległ się stukot kopyt o zmarznięte podłoże. Natychmiast zastygłam w bezruchu i nakierowałam uszy w stronę, z której dochodził dźwięk.
 Kiedy uznałam, że idący za mną koń znajduje się niebezpiecznie blisko gwałtownie odwróciłam się i odruchowo napięłam mięśnie gotowa do ataku. Stojący za mną cofnął się i posłał mi pytające spojrzenie.
- Nigdy, NIGDY więcej nie zachodź mnie od tyłu - warknęłam powstrzymując się od tego, co powiedziałabym jeszcze niedawno. Ech, muszę się przyzwyczaić do tego nowego życia...- dlaczego mnie śledziłeś?

< Ktoś chce dokończyć?>

Rébellion Qui Insorto odchodzi

Żegnaj mój przyszywany synku :c
Rébellion Qui Insorto

Od Havany- CD. Bailando

Spojrzałam uważnie na motyla. Nie dało się ukryć, że ogier na prawdę miał niesamowity talent, w dodatku z obsługą swego żywiołu, co oznaczało, że musi mieć niezwykłe doświadczenie obsługując się swoimi mocami. Woda to nie jest prosty żywioł.
-Masz na prawdę talent. Niesamowite- posłałam mu nadal zachwycone spojrzenie.
Ogier uniósł dumnie głowę, i z uśmiechem patrzył na swe dzieło.
-Jesteś w stadzie podróżnikiem, prawda?- spytałam z zaciekawieniem.
-Chyba wiesz, co nie?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Nie da się tego ukryć- zachichotałam pod nosem- A więc musisz znać dobrze większość terenów- spojrzałam na niego tajemniczym wzrokiem.
Kiwnął głową, nie wiedząc gdzie zatrzymać wzrok.
-To mnie oprowadzisz i opowiesz o terenach. Przyjmij to za jakiegoś rodzaju test sprawdzający żebyś się nie zgubił i żeby cię nic nie zabiło przypadkiem- zaśmiałem się i ruchem głowy wskazałam kierunek wycieczki.

Bailando?

Od Havany- CD. Castelana

Przez chwilę mój wzrok utkwił w jednym punkcie, gdzieś do przodu w dali. Nie znałam dokładnej historii tej klaczy, tylko tyle, że mieszka poza terenami stada i jest bardzo stara. Ostatnio rzadziej ją odwiedzałam, toteż teraz wypadałoby dłużej zostać.
-Nie wiem i nie umiem odpowiedzieć ci na to pytanie- powiedziałam po chwili, zerkając na ogiera- Wiem tyle co ty wiesz i co ci powiedziałam. Jej magia jest potężna, ale często choruje, więc nie można tego porównać do sił fizycznych. Na pewno wie więcej o tych terenach niż ja, w końcu mieszka tu o wiele dłużej niż ja.
-To trochę dziwne mieszkać tak daleko od innych- Castelan nadal rozmyślał nad tą sprawą- Może po prostu...
-To prawie tu!- krzyknęłam, uśmiechając się lekko i rozpromieniona ruszyłam kłusem.
Ogier stanął jak wryty, nie spodziewając się mojej reakcji, lecz zaraz potem dogonił mnie, stanąwszy na niewielkim wzniesieniu tuż obok.
-Widzisz tą ogromną jamę, obrośniętą białymi różami?- wskazałam głową jaskinię klaczy.
-To jej dom. Na pierwszy rzut oka wygląda na przyjemne miejsce..
-Wokół bagien- dodałam i ruszyłam pierwsza.
-Bagna!? Znów bagna!? Czy tutaj nie może być nic innego tylko bagna!?- zbulwersował się, słysząc słowo związane z brodzeniem w wodzie, czyli ogólnie rzecz biorąc moczenia sierści.

Castelan?
Pierwsze skończone... xD