sobota, 11 czerwca 2016

Od Arta - Cd. Kiary

Wtem zadudniły we wnętrzu mojej głowy jej myśli. Znowu to się stało, tym razem były one wyraznymi oznakami wyrzutów sumienia. Przestraszyłem się siły, z jaką do mnie doszły. To straszne, że klacz mogłaby się tak poczuć przeze mnie! Czy naprawdę wyglądam na kogoś, kto jest przy kimś tylko w szczęśliwych chwilach?!
- Nie. Nie popsułaś mi dnia. Cóż oznacza parę dni skoro przed nami jest jeszcze tyle czasu? Zresztą niedawno Cię poznałem, to było tego samego dnia. Za pomocą tego jednego dnia naprawilaś mi resztę, Kiaro. - powiedziałem z delikatnym uśmiechem.
Z zaskoczenia klacz nie odezwała się a ja kontynuowalem.
- Zresztą teraz będę Cię wspierać. Nie myśl, że się mnie pozbędziesz. Będę Cię wspierał rozmową i żartami. Będę Ci pomagał jak będzie trzeba! - rzucam jeszcze, by poczuła się pewnie.

Kiara?

piątek, 10 czerwca 2016

Od Kiary CD Arta

Klacz dość długo mnie badała, gdyż chciała się upewnić czy czegoś na pewno nie pominęła. Opatrzyła wszystkie rany i podała jakieś lekarstwa. Oczywiście najlepsze lekarstwa są niestety niesmaczne, więc na smak leków mnie troszkę skrzywiło; Na co klacz lekko się uśmiechnęła, po czym wyszła spokojnie z jaskini. Powoli zaczynałam się robić senna lecz moje myśli krążyły wokół ogiera. Ciągle miałam wyrzuty sumienia, że zepsułam mu dzień… Gdy tak leżałam, poczułam jak brakuje mi jego towarzystwa! Nie sądziłam, że kiedyś poczuję z jakimś  koniem „więź", która jakby mnie "ciągnęła" do ogiera... Nie wiem jak to nazwać! Nigdy czegoś takiego nie czułam, więc oczywiste jest, że nie potrafię tego niestety wyjaśnić...
Nagle usłyszałam czyjeś kroki, więc od razu podniosłam głowę, by sprawdzić kto idzie. I zobaczyłam Arta, który podszedł do mnie niepewnie i zasypał mnie po chwili dosłownie gradem pytań. Ogier wyglądał na zmartwionego i zdenerwowanego, co sprawiło że moje wyrzuty sumienia się nasiliły. A po chwil się odezwałam do niego:
- Cóż… - zaczęłam niepewnie – Mam złamaną nogę i mam inne powierzchowne rany, ale Vendela powiedziała, że szybko wyzdrowieję… Kazała mi się nie nadwyrężać i muszę brać codziennie lekarstwa, które mi dała. Powiedziała, że jak już trochę odpocznę, to mam iść do swojej jaskini i odpoczywać. – powiedziałam z lekkim smutkiem i jakby zakłopotaniem, lecz jeszcze dodałam: - Przepraszam, że Ci zepsułam dzień Art…

< Art.? >

Od Midway - Cd. Contessimo

Hmm, twierdzi, że czymś mnie jeszcze zaskoczy? No no, wobec tego czekam niecierpliwie.
- Czymś mnie zaskoczysz? Hmm, będę wobec tego na Ciebie uważała.  - dodaję ze śmiechem.
Polubiłam go, łamiąc swoje lęki i zostawiając je za sobą. Odkryłam drugie dno tej istoty, ale za pewne jest jeszcze niejedno.
- Ta, lepiej uważaj.  - odgryza się ogier z dumą w głosie.
-Groźba czy tylko ostrzeżenie? Powinnam się bać? - pytam
- Sama zdecyduj. - uciął wymianę zdań z jeszcze większą dumą w głosie.
Niecierpliwie kopię kopytem w ziemi, lekko zła, że nie pozwolił mi się wypowiedzieć.

Contessimo?
Wybacz, minęło parę wieków, przepraszam XDD

Od Altaira - Cd. Sarity

Byłem szczęśliwy, gdy Sarita zmieniła temat. Byłem jednak też zaskoczony; dotąd innych odpychał mój strach przed wodą. Wiele osób miało mnie za nic nieznaczącą ciamajdę. Wielu się śmiało. Po chwili zlapaly mnie wyrzuty sumienia. Nie wiem jak mogłem ją posądzić o bycie aż tak płytką osobą. Może oceniłem książkę po okładce, która zbyt kolorowa była na takie tematy...?
- Piękna pogoda. - mówię bez cienia sarkazmu w głosie, choć zaczęło się chmurzyć.
- Ty tak serio? - usłyszałem w głosie klaczy powątpiewanie.
- Ano, lubię deszcz. - odpowiadam.
- Mimo, że to wod... - ucina, wiedząc, że znowu schodzi na ten temat.
- Jednak to nie ta sama woda, która gotowa jest Cię zatopić.  - prycham, może zbyt gwałtownie, po chwili jednak się opanowuję  - Uch, wybacz...Rzuć jakiś temat. Nie tak kontrowersyjny jak pogoda.  - dodaję z bladym uśmiechem

Sarita?

Od Arta - Cd. Kiary

Czekałem. Na jakikolwiek sygnał. Na wyjście lekarki. Okropnie się bałem, że to coś poważnego, że tak szybko nie wydobrzeje. Ale miałem nadzieję. Tak silną jaką można mieć. Nadzieję, że wszystko w porządku. Nadzieja tylko trzymała całe moje życie w jednym miejscu, bo duch gotów był uciec i zatopić się w strachu.
Musiałem przysnąć. Na stówę zasnąłem. Gdy się obudziłem właśnie Vendela wychodziła z jaskini.
- I co z nią? - pytam zdenerwowany, zżerany własnym strachem.
Lekarka nie odpowiedziała nic tylko pyskiem wskazała wejście do jaskini i kiwnęła głową, na to, że mogę wejść.
Wchodzę więc. Kiara, moja luba, leży, choć nie wygląda już na tak obolalą. Zasypuję ją gradem pytań.
- I...co będzie? To coś poważnego? Ile będziesz musiała odpoczywać? Czy chcesz abym Ci w tym czasie dotrzymał towarzystwa?

Kiara?

niedziela, 5 czerwca 2016

Od Kiary CD Arta

Noga bolała coraz bardziej lecz starałam się powstrzymywać od jęków czy też krzyków. Lecz mimo wszystko jeden raz jęknęłam z bólu wydychając z trudem powietrze z płuc. Art szedł ostrożnie i powoli, omijając przeszkody i gęste krzaki. Zdziwiła mnie jego troska… Nikt nigdy się mną nie przejmował a tu proszę! Wyczuwałam że ogier jest podenerwowany lecz starał się to ukryć przede mną. Chyba miał wyrzuty sumienia… Zmartwiło mnie to, bo przez moja nieuwagę się zraniłam! To nie była wina ogiera. Chciałam się do niego odezwać lecz nie mogłam z siebie wykrztusić żadnego słowa. Może to był wynik szoku pourazowego? Powoli zaczynało mi być strasznie zimno i na ciele czułam dreszcze. Prawdę mówiąc, to martwiłam się bardziej o Arta niż o siebie! Ciągle w głowie krążyły mi myśli: „ Czy ona da radę?, Czy przeze mnie nic sobie nie zrobi? Przecież też swoje ważę!” I w tedy zdałam sobie sprawę jak zależy mi na zdrowiu ogiera. Poniekąd mimo tak krótkiej znajomości, poczułam że stał się dla mnie bliską osobą… Rozmyślenia przerwała mi kolejna fala przerażającego bólu i znowu jęknęłam, jednak tym razem troszkę głośniej, co zwróciło uwagę ogiera.
- Wszystko w porządku? – spytał z troską.
- W porządku… - powiedziałam po chwili choć z wyraźnym cierpieniem w głosie. Ogier trochę przyspieszył i po chwili wyszliśmy z lasu. Słońce już było dość wysoko, co oznaczało że konie budziły się już i wychodziły na łąki by się najeść. Art. Szedł dalej i po chwili dotarliśmy do jaskini medyczki. Ogier nawet nie musiał pukać, bo klacz wyszła po chwili z zapytaniem: „co się stało?”. Rozpoznałam ją. To była kara klacz o imieniu Vendela. Art. Ostrożnie wniósł mnie do jaskini medyczki jak rozkazała klacz i wyszedł, żeby poczekać przed jej jaskinią.

< Art.? >

Od Arta - Cd. Kiary

Gdy dobiegam do klaczy zastaję smutny widok. Tu o to, dama mego serca, leży i ze z rozpaczoną minką komunikuje, że nie może wstać. Że też tego nie zauważyłem, cholera! Byłem zbyt pochłonięty żądzą zwycięstwa i zapomniałem o Kiarze tuż po przeskoczeniu ostatniej przeszkody. Ale ze mnie głupek!
- Nie możesz wstać?  - pytam ostrożnie, nie wiedząc co powiedzieć.
Pokiwała głową po czym wskazała na nogę. Rzeczywiście wyglądała kiepsko.
Co robić? Nie zostawię jej tutaj, w tym lesie może być pelno drapieżników. Ranne osobniki zwykle zostają ofiarami. Nie mogę więc jej zostawić. Przeniosę ją. Szalony pomysł, szczególnie, że nie wiem jak dojść do lekarza.
Podchodzę więc do niej jak najostrożniej. Próbuję ją jakoś podnieść, wziąć na swój grzbiet ale albo mi się uda i będzie krzyczała z bólu przy każdym kroku albo mi się nie uda. Ale co mogę innego zrobić?! Muszę spróbować pierwszej opcji. Odwagi Art, odwagi!
Wstrzymuję oddech i po chwili starań jakimś cudem jest przerzucona przez mój grzbiet.
- Trzymasz się? - pytam z troską w głosie. Nie odzywa się, uznaję to za odpowiedź twierdzącą.
Nagle słyszę myśl. Jej myśl w mojej głowie.
"Boję się czy da on radę."
Usłyszałem jej myśl, czyli stała się dla mnie bliską osobą... oficjalnie dla całego mnie.
Brrr. Art nie zajmuj się bzdurami tylko pomóż tej damie. Dasz radę. Dasz radę.
Ruszam więc powoli, delikatnie omijam przeszkody i idę dalej. Kopyta ślizgają się na nierównej i mokrej powierzchni ale walczę niczym wojownik choć jestem tylko szpiegiem!
Zdaję się na intuicję i po prostu idę. Gdzieś. Jak najostrożniej.

Kiara? *-*