sobota, 8 października 2016

Od Midway - Cd. Contesima

Długo leżałam słuchając opowieści Contesima. Opowiadał mi o wszystkim, o całym swoim życiu a ja słuchałam go w spokoju, ciesząc się, że nie pyta czemu poczułam się gorzej. Nie umiem tego wytłumaczyć sama przed sobą więc tym bardziej przed nim. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam ukołysana jego głosem. Po raz pierwszy od dawna przyśnił mi się sen. Albo dokładniej wspomnienia z całego mojego życia. Pamiętam małą mnie, już buntowniczkę gdy wkroczylam na zakazany teren. Pamiętam długie rajdy z bratem. Czasami nie było nas ze dwa dni a gdy wracaliśmy czekał na nas szlaban na takie wypady od rodziców. Właśnie, pamiętam ich jako kochającą się parę. Aż się zastanawiam, bo Scolle twierdzi, że to była tylko gra aktorska. Osobiście w to nie wierzę. Musiała go kiedyś kochać. Tak jak i on ją.
Pamiętam pierwsze zauroczenie mojego brata Rossą, która zresztą jest teraz szczęśliwa z kimś innym. Odkąd ją jeszcze zobaczył, gdy był tylko podrostkiem spodobała mu się. Pamiętam jak zastanawiał się jak do niej zagadać a ja się śmiałam z niego. Ja nigdy się nie zakochałam jako źrebię, nigdy do tego czasu...Pamiętam dorosłość, która zaczęła się dość burzliwie  - rozstaniem rodziców. Pamiętam, że odeszlam z matką, Tyrion stanął po stronie ojca. Tak to się skończyło. Potem było tylko gorzej...
Śniło mi się dzieciństwo i wczesna młodość. Szczęście i rozstanie. 
Gdy się obudziłam parę metrów dalej leżał Contesimo. Byłam mu wdzięczna, że został. Poruszyłam się delikatnie. Dziś czułam się zdecydowanie lepiej choć to wciąż nie jestem ja. Nie poznaję siebie. Mam nadzieję, że wrócę do formy. Nie chcę nikogo martwić.
Po chwili zobaczyłam jak ogier się podnosi. Uśmiechnął się. Zaczęło mi się kręcić w głowie, kurczę, powinnam nad tym panować... Jeśli się wyda to będzie to dla mnie pewny koniec.
- Midway, lepiej Ci? - spytał z troską ogier
- Trochę. - stwierdziłam z bladym uśmiechem
- A powiesz mi? - spojrzał na mnie. Zignorowalam uczucie słabości i odpowiedziałam mu:
- Nie jestem pewna co to było.

Contesimo?

Od Resy- c.d. Lilith

Podeszłam do najdalszego krańca Wzgórza i zaczęłam wpatrywać się w dal, co w związku z panującą wokół gęstą mgłą było prawie niewykonalne. Mimo tego udało mi się zauważyć majaczą gdzieś w oddali, dość niewyraźną sylwetkę mocno zbudowanego konia. Aby móc przyjrzeć mu się lepiej, przymknęłam oczy i... chwilę później usłyszałam ostrzegawczy krzyk Lilith:
-Uważaj! Na prawo!
Natychmiast uniosłam powieki i spojrzałam w tamtą stronę, a skoro nic nie zobaczyłam, stwierdziłam:
-Musiało Ci się coś przewidzieć.
-Ale ja jestem pewna, ze tam coś było!- uparła się.
-I ulotniło się w zaledwie kilka chwil.- powiedziałam, nie kryjąc sarkazmu.
-Możesz mi nie wierzyć, ale ja i tak pójdę to wybadać.- rzekła, podążając w tamtą stronę.
-Nawet, jeśli to na pewno nie sama. -odrapałam kategorycznie, idąc w jej ślady.- Tym bardziej, że kręci Ci się tu jakiś obcy ogier.
-Skąd możesz wiedzieć, że jest spoza naszego stada? Przecież mgła jest zbyt gęsta, abyś mogła to dokładnie określić.
-Widzę, że jeszcze mało wiesz o świcie...-stwierdziłam z lekkim uśmiechem.
-Co masz na myśli?
-Na przykład to, że nie wiesz, iż każdy koń ma specyficzny tylko dla niego styl poruszania się, co pozwala go odróżnić spośród milionów innych.

<Lilith? Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać. (Prawdopodobnie pobiłam już w tym rekord.)>

Troja powraca!

Witamy z powrotem! C:   

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/c3/85/57/c38557aef77f3d677b5343ef3449ef5b.jpg 
Imię: Troja
Wiek: 6 lat
Stanowisko: wojowniczka

Od Contesimo - CD Midway

Zdecydowanym, acz delikatnym ruchem popycham klacz w kierunku jej jaskini. Coś się stało, coś w niej pękło, a ja muszę jej pomóc. Nie pytam, nie pocieszam, po prostu idę koło niej. Słyszę jej drżący oddech, czuję dreszcze, przechodzące po jej ciele. Tłumię w sobie wszystkie obawy i strachy. Nic się nie dzieje. Musimy wrócić do jaskini, potrzebuje odpoczynku.
 - Midway? - mówię cicho, a gdy napotykam jej rozżalone spojrzenie, ciągnę dalej: - Jak myślisz, gdzie lecą te ptaki? - ruchem łba wskazuję stado, które z łopotem skrzydeł mija nas. Chcę odwrócić jej uwagę od tego, co ją wpędziło w ten stan.
Klacz nie odpowiada, tylko opuszcza pysk niżej, widzę, że powstrzymuje łzy. Strach podchodzi mi do gardła, widząc, jak Midway nagle przestaje być... sobą. Wszystko będzie dobrze, nic jej nie będzie. To nie siebie powinienem uspokajać, nie siebie...
Jesteśmy na miejscu. Zmartwiony i pełen obaw prowadzę otępiałą Midway na legowisko. Ona kładzie się i wbija wzrok w ścianę. Drży.
 - Zimno ci?
Kręci głową. Wzdycham i kładę się obok niej.
 - Co się stało?
Powtarza ruch. Dobrze, nie powinna się teraz wysilać, by mi opowiadać.
 - Opowiedzieć ci coś?
Nie wykonuje żadnego ruchu, co uznaję za odpowiedź potakującą. Chrząkam, siląc się na pogodny i spokojny głos.
Więc zaczynam mówić. Opowiadam o mojej matce, która śpiewała, gdy się bałem ciemności, o tacie, który pomagał mi za każdym razem, gdy tego potrzebowałem, o siostrze, wiecznie z pięknym uśmiechem na pysku i optymistycznym poglądem na świat. Mówię o moim domu, gdzie czułem się zawsze bezpiecznie. Opisuję wszystkie moje kryjówki, ulubione miejsca. Moich przyjaciół i wrogów. Mówię o moim małym, szczęśliwym światku, który chciałbym tylko takim zapamiętać. Nie zauważam kiedy Midway zasypia, opowiadam samemu sobie, przypominając sobie mój dom. Rodzinę. Radość. Miłość.
 - Dobranoc, Midway... - mruczę pod nosem, chcąc, by ona poczuła się przy mnie równie bezpiecznie co ja przy niej.
(Midway?)

piątek, 7 października 2016

Nowy ogier- Asaki Toshiro

Powitajmy ciepło naszego kolejnego członka rodziny- Asaki Toshiro :3
 
Imię: Asaki Toshiro
Wiek: 7 lat
Stanowisko: obrońca

Giselle i Fedon dorastają

Dzieciństwo tak szybko się kończy. I w tym przypadku od dorosłości nie da się uciec.
 
Imię: Giselle von Meteorite
Wiek: 3 lata
Stanowisko: szamanka
 
Imię: Fedon von Meteorite
Wiek: 3 lata
Stanowisko: obrońca

sobota, 1 października 2016

Od Altaira - Cd. Sarity

Spojrzałem na nią a gdy ujrzałem na jej pysku uśmiech sam również się usmiechnalem. To piękne uczucie było widzieć przyjaciółkę szczęśliwą. Spełniło się moje marzenie  - byłem potrzebny. Potrzebny, więc muszę żyć. Muszę walczyć z demonami przeszłości. Mam dla kogo z nimi walczyć.
Przyjaźń to dar. Więź między dwoma różnymi duszami. Silna, wzajemna. Zaufanie i szczerość oraz odpowiedzialność. Jednostki są niewidoczne na świecie ale większe grupki już tak.
- Ziemia do Altaira, słyszysz mnie? - zawołała do mnie Sarita, trącając mnie pyskiem. 
Od razu wyrwałem się z myśli i popatrzyłem na nią przytomnym wzrokiem.
Ciekawe, jak długo stałem tak i rozmyślałem. Odezwała się we mnie dusza filozofa, myślałem, że ją pogrzebałem. Szczęście na szczęście ją wskrzesiło.
- Jestem, jestem - odpowiadam szybko z uśmiechem na pysku, obserwując klacz i jej reakcję. 
- Właśnie widzę. Od paru minut stoisz w miejscu. Jesteś jakby pijany. - prycha Sarita, po czym zaczyna się śmiać. 
- Pijany...- powtarzam zamyślony  - Pijany szczęściem...- wymyślam w końcu. Tak, to prawda. 
Teraz dopiero patrzy na mnie jak na wariata i ruszając do przodu mówi ironicznie:
- Chodź, pijaku.
Ruszam biegiem i szybko ją doganiam. Czuję się dobrze, bardzo dobrze. Szczęście mnie uskrzydla. Mógłbym nawet latać...Tylko gdybym miał skrzydła...Choć w tym stanie byłoby to możliwe bez skrzydeł!
- Z Tobą jest coś nie w porządku. - zauważa Sarita.
- Chyba z Tobą. - odgryzam się  - Czemu nie cieszysz się razem ze mną? Jest tyle rzeczy z których można się cieszyć? Łąki pełne pięknych kwiatów, małe motylki, szczęśliwe ze świata...Chmury, deszcz, słońce...Wiatr...- wymieniam z zapałem  - Świat jest piękny, wystarczy się rozejrzeć! - wołam radośnie.
Chyba rzeczywiście jest coś ze mną nie w porządku. Sarita ma rację. Kiedyś nie zwracałem na takie rzeczy uwagi, ale odkąd ja znam zwracam uwagę na każdą rzecz. I zaczynam rozumieć, że w życiu liczą się tylko chwile!

Sarita? xD