- Uspokój się! - zmieniłem ton na ostrzejszy co zdziwiło klacz. Nie pozwoliłem jej dalej nic powiedzieć, bo od razu do niej podszedłem i spojrzałem na ranę, która nie wyglądała za dobrze. Było to bardzo poważne poparzenie i byłem pewien, że klacz zaraz dostanie gorączkę. Już zaczynała się chwiać na nogach.
- Idziemy do medyka! - powiedziałem stanowczo - Tej rany nie wolno lekceważyć! - mowie z powagą.
- Daj spokój! Nic mi nie będzie! Mam żywioł ognia... Rana szybko się zagoi... - powiedziała a jej nogi zadrżały.
- Nie mam mowy! - powiedziałem i w ostatniej chwili chwyciłem klacz, która prawie poleciała na ziemię. Była osłabiona. Jak było widać Ardor wyssał z niej część energii a rana tylko skomplikowała sprawę!
- Puszczaj mnie! - warknęła i chciała mnie uderzyć, lecz bardzo szybko zablokowałem jej uderzenie i wziąłem ja na grzbiet bez jej zgody.
- Nie rób głupstw! Przyznanie się do błędu nie oznacza końca świata! Jeśli chcesz się kłucić, to zrobimy to kiedy medyk opatrzy twoje rany i bez dyskusji! - powiedziałem poważnie z naciskiem na każde słowo. Nie miałem zamiaru patrzeć, jak dzieje jej się krzywda.
< Lacey? Spokojnie... Damy radę! xd >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz